Do zobaczenia na trybunach!!!

Zastanawiając się, co napisać w moim ostatnim artykule i jak w ogóle go zacząć, pomyślałem, że pójdę wypić parę głębszych i wtedy będzie mi łatwiej coś stworzyć. Wielu przecież z Was wie, że pod wpływem polepszaczy humoru, wielcy tego świata tworzyli dzieła, które do dzisiaj są niesamowite i ponadczasowe. Ja poszedłem trochę inną drogą, dlatego na pewno ten artykuł nie odniesie większego sukcesu… Więc siedziałem sobie na kanapie jak stary piernik, przełączałem kanały w telewizji i na jednym z programów leciała każdemu znana bajka „Kubuś Puchatek”. Los tak chciał, że w momencie, w którym ją włączyłem była to rozmowa Puchatka z Krzysiem, a szło to dokładnie tak:

„ A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, co wtedy? – spytał Krzyś,

Nic wielkiego! – odpowiedział Puchatek. Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś lubi, to ten drugi nigdy nie znika”

Mimo, iż nie jestem już trenerem chłopców, to na pewno nie zniknę z ich pola widzenia. Będę ich bacznie obserwował i zapewniam, że będę gościł nieraz na ich treningach czy meczach. Tak bardzo się z Wami zżyłem, że nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Te ostatnie lata spędzone zarówno z dzieciakami, jak i rodzicami był dla mnie wspaniałym okresem. Nie sądziłem, że mogę się tak zakolegować zarówno z chłopcami, jak i rodzicami. Bardzo dziękuję za album, w którym każdy Orzeł wpisał coś od siebie. Jako, że mam skłonności narcystyczne muszę się przyznać, że bardzo mi się to podoba. Chłopcy piszą, że jestem najlepszym trenerem na świecie, że jestem super, że było fajnie, że dziękują mi za spędzony wspólnie czas. Jakby to pisali rodzice, to może bym się zastanowił ale, że dzieci zawsze mówią prawdę, to z jednej strony boję się, że wpadnę w samozachwyt, a z drugiej strony łezka kręci się w oku. Bardzo dziękuję za wspaniały prezent. W zasadzie przeglądam od kilku dni na przemian, raz album ze wpisami, a drugim razem album ze zdjęciami. Wspaniałe pamiątki – jeszcze raz bardzo dziękuję.

No, ale żeby nie było za smutno, to teraz chciałbym coś przekazać zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Zwracam się w pierwszej kolejności do chłopców, żeby pamiętali to, co im mówiłem wiele razy na treningach czy meczach. Tylko ciężka praca może przynieść zamierzony efekt. Pamiętajcie po co przychodzicie na trening, pamiętajcie, że jest czas zabawy i jest czas pracy. To co przekazywałem Wam i co będzie przekazywał trener Tomek, musicie koniecznie utrwalać w domu. Oczywiście nie dosłownie, bo nie sądzę, że rodzice zgodzą się na to, aby grać w piłkę w domu. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że standardowa edukacja zapewni Ci przeżycie, a samokształcenie fortunę. Jest w tym wiele prawdy, więc trenujcie codziennie i wytrwale. Zabierajcie mamę, tatę na pole i ćwiczcie z nimi to, co było na treningu. Domagajcie się od trenera, żeby zadawał Wam zadania domowe i zobaczycie, że regularność przyniesie efekty. Macie wszyscy wspaniałych rodziców, więc jestem pewny, że wam w tym pomogą. Jeśli chodzi o mamy, to jestem pewny, że będą pomocne przy ćwiczeniach, bo jak pamiętacie kiedyś mieliśmy okazję rozegrać z nimi mecz i Mamuśki spisały się super.

Drodzy rodzice wiem, że chcecie dla swoich pociech jak najlepiej. Sam jestem rodzicem i też patrzę z boku na moje córki jak się rozwijają i chciałbym, żeby robiły to perfekcyjnie. Pamiętajcie, że nie zawsze wszystko w życiu wychodzi, a naszym obowiązkiem jest wspierać. Przeczytałem gdzieś mądre słowa, że dzieci i zegarki nie mogą być stale nakręcane, trzeba im także pozwolić chodzić. Motywujcie ich do pracy, stymulujcie do działania ale pamiętajcie, żeby ich nie krytykować, a zobaczycie sami jak szybko przychodzą efekty. Pamiętajcie też o tym, że nie każdy będzie piłkarzem i jeszcze niektórym z nich może się jeszcze odmienić, czego osobiście im nie życzę.

To tyle jeśli chodzi o powagę, bo życie kryje wiele tajemnic i wiele znaków zapytania i tak na prawdę nie wiadomo, co przyniesie nam los. Dla mnie np. jedną z większych tajemnic jest to, dlaczego kamikaze nosili hełmy. Przeżyliśmy „kupę” fajnych chwil, było nerwowo, było głośno, było radośnie, ale myślę, że będziemy wspominać te czasy z uśmiechem na twarzy. Ja kocham się śmiać i wiele zabawnych sytuacji zapadną mi na długo w pamięci. Jedną z takich jest gotowanie parówek w czajniku bezprzewodowym. Do dzisiejszego dnia, jak sobie przypomnę tą sytuację, śmieję się sam do siebie. Mecz dzieciaki vs mamy też przyniósł wiele radości i dużo śmiechu. Jak powiedział kiedyś Kazimierz Górski – „w piłce nożnej komplikuje obecność przeciwnej drużyny”. Ta mała szarańcza podczas tego meczu była wszędzie, wyrastała dosłownie spod ziemi. Mamy oczywiście tego dnia się nie poddały i walczyły do końca. Niektóre akcje Mam śnią mi się do dzisiaj po nocach. Przegrały wtedy ten mecz, ale zeszły z uśmiechem na twarzy, bo liczyła się zabawa.

Starałem się aby moje odejście nie było z dnia na dzień, więc jak zauważyliście cały miesiąc byłem na treningu razem z trenerem Tomkiem. Chciałem, żeby zmiana nastąpiła bardzo miękko i bezboleśnie i mam nadzieję, że mi się to udało. W tym miesiącu obserwowałem trenera Tomka, jak reagują na niego dzieciaki i jak On reaguje na Chłopców. Już od pierwszych treningów Tomek łapał fajny kontakt z chłopcami, więc nie obawiam się o nich. Myślę, że chłopcy zakolegują się z Tomkiem i stworzą podobny tandem jak ze mną. Jestem pewny, że zostawiam ich w dobrych rękach.

Kończąc ostatni artykuł, jeszcze raz chce podziękować za wszystko, za powierzenie mi swoich pociech, za wsparcie, za zaufanie i za brak krytyki (przynajmniej na głos). Bardzo dziękuję wszystkim rodzicom za pomoc podczas meczów, treningów, wyjazdów i spotkań integracyjnych. Bardzo dziękuję Darii, naszej etatowej Pani fotograf za dokumentację fotograficzną. Kiedyś już chyba pisałem, że bez jej zdjęć moje relacje byłyby nawet nie na dnie, a dwa metry niżej. Szczególne podziękowanie dla naszej Pani Kierownik, która była niezastąpiona. Jakby nie Ona, zginąłbym w butach. Zanim pomyślałem, żeby coś zrobić, ona już miała to zrobione. Tak sobie myślę, że jeszcze chwila, a na moje miejsce nie przyszedł by Tomek, tylko Ania by to pociągnęła sama. Taka jest ta nasza Ania, ale bez niej, miałbym bardzo ciężko. Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję i do zobaczenia na trybunach.

Ze Sportowym Pozdrowieniem

Maciej Zdanowski

Przedszkole nr 132 w
I Charytatywny Bal W
Oceń Ten Artykuł:
2 komentarze
  • Krzysztof Surówka / 3 lutego 2018

    Dziękujemy Panie Maćku fajną pracę z chłopakami. No i czekamy na powroty.

    • Krzysztof Surówka / 3 lutego 2018

      …oczywiście: za fajną

ZOSTAW KOMENTARZ

PARTNERZY