„Pociąg dalej pędzi”

Turniej Deichmanna / fot. WLKS Krakus

Niezwykła, zjawiskowa, sportowa impreza nadal trwa. Mocno pomęczeni porannym turniejem na stadionie Krakusa Swoszowice oraz nieświadomym „sabotażem” naszych rodziców, którzy zabrali nasze pociechy na długą wyprawę rowerową ? i mimo, że jednego z naszych zawodników nie można było dobudzić ze zmęczenia, byliśmy gotowi na 100%.

Czwarty dzień zawodów, był szczególnie magiczny ze względu na porę, w jakiej nasz pociąg pędził przez kolejne stacje. Chłopcy cały tydzień czekali na ten dzień z dwóch powodów: pierwszy to oczywiście piłka nożna, a drugi powód to późna pora naszych pojedynków. Pierwszy mecz został rozegrany dopiero o 20.50 i odbywał się przy świetle jupiterów. Chłopcy byli zachwyceni, bo każdy z nich marzył by zagrać w takich warunkach. Każdy z nich, włącznie z trenerem czuł się jak zawodowiec rozgrywający mecz na największych stadionach świata.

W pierwszym meczu wyszliśmy bardzo ostrożni i mocno onieśmieleni atmosferą jaka panowała na obiektach. Pierwsze spotkanie z Nową Zelandią zaczęliśmy bardzo spokojnie, niczym „Lokomotywa” z wierszu Juliana Tuwima, która na początku dyszała, buchała i ruszała ospale. Z minuty na minuty jednak wszystko się zmieniało i wchodziliśmy w swój rytm gry, a nasze koła kręciły się coraz prędzej. Po chwili gnaliśmy już coraz szybciej, mijając Nową Zelandię. Mecz skończył się wynikiem 6-0, ale jeśli moglibyśmy zagrać jeszcze jedną połowę, to prawdopodobnie znowu pobilibyśmy kolejny rekord strzelonych bramek, bo chłopcy wchodzili już na takie obroty, że nic nie było ich w stanie zatrzymać.

Kończąc ten pojedynek mieliśmy cały czas w głowach kolejny mecz, który miał być dla nas bardzo trudny z kilku powodów. Z jednej strony była to zaprzyjaźniona drużyna, a z drugiej strony wiedzieliśmy, że obserwują każdy nasz mecz i będą chcieli za wszelką cenę z nami wygrać. Wiedzieliśmy, że przyjadą wzmocnieni, zmotywowani i ustawią mocne zasieki obronne. Tak też się stało, ale nasz pociąg poradził sobie i z tymi przeszkodami i z niewielkimi problemami wyszedł zwycięsko z tego pojedynku, pokonując drużynę ze Słowacji 2-0.  Słowacja przygotowała nam, podróż pełną niebezpiecznych zakrętów, ale ich szatański plan nie powiódł się, bo nasz pociąg jest wypełniony koncertowo grającymi chłopcami, wspaniale kibicującymi rodzicami i oczywiście skromnym kapitanem, który tym wszystkim zarządza.

Ta noc była magiczna, ponieważ prawdopodobnie odczarowaliśmy babcię jednego zawodnika, która dostała zakaz stadionowy, gdyż podobno przynosi pecha ? Tą noc zapamiętamy na długo, bo bawiliśmy się cudownie wśród grona wspaniałych ludzi, a jedyne czego tej nocy brakowała to naszego bębenka, który zagrzewa nas do walki.

Ze sportowym pozdrowieniem,
Maciej Zdanowski

Oceń Ten Artykuł:
BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW KOMENTARZ